Prace krakowskiego artysty na wystawie w Chinach – Gazeta Wyborcza – 17.09.2015

Polscy artyści zdobywają Chiny. W Kantonie prezentowane są właśnie prace krakowskiego artysty Piotra PIO Kalińskiego. A to tylko początek polskiej ofensywny artystycznej w Państwie Środka.


Prace Piotra PIO Kalińskiego prezentowane są w EMG.ART Gallery w Kantonie. – Zaproszenie odebrałem jako zaszczyt – mówi artysta, który jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Wystawa zatytułowana „PRINCIPIO” to przegląd prac graficznych PIO Kalińskiego z lat 2010-2015. To wielki sukces zarówno samego artysty, jak i współczesnej polskiej grafiki. Wernisaż przyciągnął wybitne postaci świata kultury, nauki oraz sztuki Kantonu i prowincji Guangdong. Byli dziennikarze, ale też studenci polonistyki i oczywiście przedstawiciele miejscowej Polonii. Informacje o wystawie zamieściły liczne miejscowe media, zarówno drukowane, jak i elektroniczne.

To nie przypadek. Polska grafika cieszy się w Chinach zasłużonym uznaniem i budzi coraz większe zainteresowanie. Chińscy twórcy śledzą, co dzieje się w sztuce polskiej, i uczestniczą np. w Triennale Grafiki w Krakowie. Rok 2015 został zresztą ogłoszony „Rokiem Polskim” w Chinach. W ramach jego obchodów w Chińskim Muzeum Narodowym w Pekinie została otwarta wystawa „Skarby z kraju Chopina. Sztuka polska XV-XX wieku”. Według minister kultury Małgorzaty Omilanowskiej to największa polska wystawa za granicą w tym roku.

Rozmowa z PIO Kalińskim

Gabriela Kucharska: Wystawa prac krakowskiego artysty w Kantonie – to nieczęsto się zdarza. Jak pan trafił do Chin?

Piotr PIO Kaliński: Zaproszenie dostałem od Konsulatu Generalnego Republiki Polskiej w Kantonie i odebrałem to jako zaszczyt. Nie mogłem odmówić.

Podobno przyszły tłumy: miejscowa Polonia, znawcy sztuki współczesnej, studenci polonistyki, kantońscy intelektualiści. Co spowodowało ten sukces? 

- Sprostuję. Polonii nie było, przyszli głównie Chińczycy. Owszem, wernisaż odwiedziło sporo studentów polonistyki, która jest jednym z kierunków na tutejszym uniwersytecie. Generalnie kantończycy znają się na współczesnej sztuce, lubią ją i cenią, i to dało się odczuć. Zainteresowanie wystawą jest naprawdę duże, a ja otrzymałem sporo gratulacji. Muszę podkreślić świetną akcję promocyjną, jaka jej towarzyszy.

To część większej ofensywy czy pojechał pan do Państwa Środka samodzielnie? 

- Wystawa jest częścią cyklu imprez. Chińczycy zobaczą m.in. wystawę fotografii Tomasza Gudzowatego. Wszystko odbywa się w EMG.ART Gallery w Kantonie. To miejsce powstało w zrewitalizowanej starej fabryce metalowych puszek i jest szalenie snobistyczne. Duża przestrzeń, na której zgromadzone są galerie sztuki i wyrobów handmade. W każdy weekend ciągną tam tłumy zwiedzających.

Wystawa, którą zatytułował pan „PRINCIPIO”, prezentuje prace z lat 2010-2015, publikowane w seriach: „Samotność”, „Paryż-Paris”, „Notatki na marginesach Księgi Niepokoju”, „Życie jest gdzie indziej” i „Tatoo”. Prace wybierał pan czy kurator wystawy? 

- To był mój wybór i od razu powiem, że nie było to łatwe. Polacy odbierają moje prace zupełnie inaczej niż Chińczycy. Trochę się tego obawiałem, ale widząc reakcje odwiedzających, uważam, że wyszło dobrze.

Jak odnajduje się krakowski artysta w Chinach? 

- Świetnie! Trochę się tego obawiałem, ale Chińczycy okazali się bardzo otwarci, sympatyczni, gościnni, ciepli. Czuję się tu prawie jak w domu. Na pewno wpływa na moje samopoczucie tu bardzo pozytywny odbiór wystawy. Wielu z odwiedzających po obejrzeniu prac podchodzi do mnie, chcą rozmawiać, mówią o swoim odbiorze moich prac, który czasem jest dla mnie zdumiewający, bo ja sam nigdy bym ich tak nie odebrał. Ale zawsze jest to odbiór pozytywny.

Sprzedaje pan swoje prace Chińczykom? 

- Nie, ponieważ EMG.ART Gallery jest stricte percepcyjna. Ma to wpisane w swój regulamin. Tam się prace wystawia, ale nie można ich sprzedawać. Natomiast na wernisażu pojawiło się wielu kolekcjonerów sztuki, którzy są zainteresowani kupnem prac.

„Prace krakowskiego artysty na wystawie w Chinach”

Gabriela Kucharska – 17.09.2015